Naduś, a stanie się coś – rzecz o przeklejaniu formatów

naduś, a stanie się cośW ubiegłą sobotę na poznańskim deptaku stanął ogromny, żółto-czerwony przycisk z napisem  „Naduś, a stanie się coś”, a przechodnie mogli sprawdzić, jak w praktyce wygląda polski prankvertising.

Wzorowanie się na zagranicznych formatach zwykle nikomu nie służy, choć wydaje się nadal opłacalnym w przypadku telewizji.  Z drugiej strony powielanie schematów, które nakładają się na siebie w czasie antenowym zawsze budziło mój niesmak i przy okazji również zdumienie – zwłaszcza w kontekście scenariuszy seriali.

Inną kwestią jest zaś kopiowanie wzorców w branży reklamowej – czego kompletnie zrozumieć nie potrafię, a może też i nie chcę. Odnoszę jednak wrażenie, że zarówno firmy, jak i agencje wciąż jeszcze bazują na dość kontrowersyjnym, ale też popularnym powiedzeniu, że „Ciemnogrodzianie wszystko kupią”.

Otóż nie, Polacy są co raz bardziej świadomymi, a przez to i wymagającymi konsumentami – znacznie szybciej wyłapują reklamowe niuanse, niż np.: Amerykanie. Traktowanie polskiego konsumenta, jak niczego niepodejrzewającego idioty jest wizerunkowym strzałem w stopę. Tym razem również wieść o od’twórczym happeningu „Naduś, a stanie się coś” grupy Kupiec, reklamującej swoją linię produktów „Coś na ząb” , została szybko zweryfikowana, a Internauci słusznie zauważyli, że formuła nawiązuje do słynnego z 2012 roku eventu TNT – „Push to add drama”.

Naduś, a stanie się coś – happening firmy Kupiec

Push to add drama – TNT Commercial

Push to add drama – TNT Winter Commercial

I od razu nasuwa się pytanie, czy rzeczywiście jako nacja jesteśmy jedynie zdolni do kopiowania sprawdzonych formatów? Czy sięganie po przetestowane na innych rynkach rozwiązania jest faktycznie bardziej rentowne, czy też po prostu wygodne i bezpieczne? A może najwyższy czas przeprowadzić swoistą „transfuzję”, pozwalając świeżej krwi popłynąć naturalnym torem? W Polsce mimo wysokiego wskaźnika emigracji żyje nadal wielu zdolnych i odważnych ludzi, których potencjał z braku wyobraźni osób decyzyjnych tłumiony jest na potęgę.

Wystarczy tylko spojrzeć i porównać dwie kampanie – Play oraz Banku Zachodniego WBK – aby odpowiedzieć na proste pytanie, która z nich w pełni wykorzystała posiadane zasoby, a która pomimo budżetu epatuje nijakością? Nie wystarczy już bowiem zatrudnić rozpoznawalną twarz i na niej oprzeć całą kampanię, trzeba mieć także pomysł na jej zagospodarowanie – a o tym fakcie firmy i agencje nadal chyba dość często zapominają.

Podziel się z innymi:

  • Twitter
  • Facebook
  • Google Plus
  • RSS